Belgrade Beer Fest czyli hip-hop, rock i etno na jednym miejscu

Autor: 
Małgorzata Cieślak
Belgradzki festiwal Beer Fest od 11 lat gromadzi miłośników piwa i dobrej muzyki z całego regionu. Początkowo organizowany był pod twierdzą Kalemegdan, od kilku lat odbywa się na terenie Ušća. Ogromną zaletą tego wydarzenia jest to, że wstęp na znakomitą większość koncertów jest darmowy.

Osobiście bywam na tym festiwalu od 2006 roku i muszę przyznać, że z roku na rok jego organizacja jest coraz lepsza. No cóż, może poza faktem, że nikt z obsługi nie wiedział gdzie można podjąć akredytację dziennikarską, w związku z czym jugofonika pozostała bez fotorelacji.

Nie mogę uwierzyć, że tak dobrze rapują..

To dla nich wzięłam dodatkowy dzień urlopu, żeby na Beer Fest dotrzeć już 14 sierpnia. Od roku, odkąd po raz pierwszy usłyszałam „Krigle“, wiedziałam, że zajmą stabilną pozycję w mojej liście „do zobaczenia na żywo“. I stało się. Mimo zmęczenia spowodowanego podróżą z Polski, 22 godzin bez snu, faktu, że musiałam dotrzeć na miejsce zupełnie sama i ogromnej ulewy jaka przeszła nad Belgradem tego wieczoru, nie mogłam odpuścić koncertu Bad Copy.

Występ rozpoczął się jakieś 20 minut przed czasem, trio wystartowało swoim hitem z ostatniej płyty, zatytułowanym „Esi mi dobar”. Utwory z ostatniego albumu zdominowały zresztą oczywiście koncert grupy, ale publiczność miała okazję usłyszeć także starsze kawałki, takie jak „Uno due tre”, „Porničari stari”, “Bad Copy Žoorka”, “Jedna buksna” czy „Idemo odma”. Każdy z raperów zaprezentował się także w króciutkiej kompilacji swojej solowej twórczości. Publiczność znała niemal wszystkie teksty!

Mniej więcej w połowie koncertu pojawił się na scenie gość specjalny – Jeru the Damaja, amerykański raper rodem z Brooklynu. Razem z Bad Copy wykonał swój kawałek „Come clean”.

Przyznaję, nie jestem bywalcem koncerów hip-hopowych, ale to, co zobaczyłam na scenie tego czwartkowego wieczoru, przeszło moje oczekiwania. Bad Copy oprócz genialnych, dowcipnych i inteligentnych tekstów to także wulkan scenicznej energii - wodzirej Ajs, gaduła Timbe i oczywiście wszechstronny Wikler, którego możliwości wokalne godne są co najmniej muzyka rockowego. Zresztą, w kończącym koncert kawałku „Metalac” cały skład pokazał, że prawdopodobnie dałby sobie radę również z repertuarem metalowym. Tego czwartkowego wieczoru słowa z utworu „Luljam mikrofon” - „Ne mogu da verujem koliko dobro repujem” - stały się dla mnie mottem koncertu Bad Copy.

Nowocześnie o folku

Wybierając się w piątek 15 sierpnia na występ legendarnej etno-grupy Sanja Ilić i Balkanika spodziewałam się usłyszeć na żywo utwory z albumów „Balkan Koncept” i „Balkan 2000”, które współtworzyły „soundtrack” moich studiów na slawistyce. Pierwszym zaskoczeniem była otwierająca show melorecytacja i wizualizacja przypominająca bardziej Laibach niż zapowiadająca koncert zespołu nawiązującego do tradycji ludowej, drugim - image muzyków, którzy odeszli od etno strojów na rzecz futurystycznych kreacji. Okazało się, że występ na Beer Feście zapowiada nowy kierunek jaki obrał Sanja Ilić i jego Balkanika - połaczenie nowych, elektronicznych brzmień z dźwiękami, które wszystkim kojarzą się z Bałkanami. Na scenie pojawił się nowy członek zespołu, obdarzony niesamowicie ciepłym głosem Mladen Lukić, finalista lokalnego wydania programu X Factor. Większość tekstów napisana i wykonana została w języku angielskim. Dodatkowo na scenie mogliśmy oglądać gościa specjalnego – Nemanję Kojić Kojota, znanego chociażby z takich grup jak Eyesburn czy Sunshine.

Grupie należą się gratulacje i słowa uznania, bo zdecydowała się zaprezentować festiwalowej publiczności zupełnie świeży i nowy materiał. Co więcej, trzeba im pogratulować podwójnie, bo występ został przyjęty niesamowicie entuzjastycznie.

Klasyka ex-yu rocka

Przyznam, że wcale nie planowałam zostać tego piątkowego wieczoru na koncercie Plavi Orkestar. Ale zostałam i... w sumie nie żałuję. Jako, że nie jestem wielkim fanem zespołów a la „odgrzewany kotlet”, nawet tych ze szczególnie miłego memu sercu regionu, miałam spory dystans do tego występu. Jednak, cóż więcej chcieć od pop-rockowego zespołu, niż tego, że wyjdzie na scenę i uszczęśliwi publiczność swoimi największymi przebojami.

Usłyszeliśmy zatem "Sava tiho teče", „Goodbye teens”, „Ako su to samo bile laži” czy "Bolje biti pijan nego star", które – uwaga – odśpiewałam wspólnie ze zgromadzoną publiką. Niewątpliwie Plavi Orkestar w warunkach festiwalowych sprawdza się idealnie.

Hip-Hop na poważnie

Bezdyskusyjnie główną gwiazdą późnego sobotniego wieczoru na Ušću był bośniacki raper Edo Maajka. Na scenie podczas całego koncertu towarzyszył mu jego przyjaciel, Frenkie, równie popularny hip-hopowy wykonawca. O ile Bad Copy w swoich tekstach wyśmiewa bałkańską rzeczywistość i stara się dotrzeć do słuchaczy za pomocą dowcipnych środków przekazu, Edo Maajka robi to w zupełnie inny sposób. Każdy z kawałków to rodzaj manifestu. Zachęcając publiczność do buntu przeciwko obecnej sytuacji politycznej i społecznej raper szybko zjednał sobie widzów, którzy razem z nim podskakiwali w rytm niemal wszystkich bitów. Nieważne czy były to stare teksty, czy też te najnowsze z albumu „Štrajk mozga“.

Jako - mimo wszystko - obcokrajowiec nie byłam w stanie wychwycić całości przekazu. Jednak muszę przyznać, że ciarki na plecach towarzyszyły mi przez większą część występu. Sam Edo był bardzo zadowolony z przyjęcia belgradzkiej publiczności, niedługo po występie udostępnił w internecie zdjęcie z festiwalu zrobione z perspektywy sceny.

- Dziękuję, Belgradzie, wspaniała publiczność, wspaniały festiwal, i piwo – napisał na swoim profilu na facebooku.

Osobiście uważam, że choć pod wieloma względami Beer Fest jest festiwalem bardzo komercyjnym, warto śledzić jego kolejne edycje, bo co roku w programie znaleźć można perełki, których nie zobaczymy na regularnych koncertach. Nadal jest to wydarzenie gromadzące w jednym miejscu bardzo wielu artystów z regionu, którzy przez publiczność przyjmowani są bardzo ciepło, niezależnie od kraju, z którego pochodzą. Na festiwalu na szczęście nie ma miejsca na podziały.

I pewnie zdarzy się tak, że za rok, mimo uszczypliwych uwag moich belgradzkich przyjaciół, znów zjawię się w połowie sierpnia na Ušću, głodna muzycznych wrażeń i tej festiwalowej atmosfery, w której zakochałam się od mojego pierwszego Beer Festu. 

 

źródło zdjęć: belgradebeerfest.com