Odszedł tylko jeden raz – 20 rocznica śmierci Milana Mladenovicia

Autor: 
Małgorzata Cieślak
Belgrad, rok 1994. Pochmurne popołudnie. Piąty dzień listopada. Zamknął oczy i odszedł do wieczności – Milan Mladenović. Na półwyspie płynącym krwią i miodem; między morzem Czarnym a Adriatyckim; w mieście, które spoczywa na dwudziestu dziewięciu wzgórzach znajduje się grób, nad którym zdają unosić się nuty, które bezlitośnie rozwiewa košava. (košava – rodzaj południowego wiatru, który wieje znad Karpat – przyp. red.).

Starsi ludzie mieli w zwyczaju mawiać, że zwykli ludzie umierają jeden raz, a wielcy dwa razy – pierwszy raz kiedy opuszczają ten świat, a drugi kiedy ich dzieła zostają zapomniane. Chociaż był wielkim człowiekiem, Milan Mladenović odszedł tylko raz, ponieważ nieśmiertelne wersy jego utworów będą żyć jeszcze długo. Za pomocą tego tekstu przypominamy o kolejnej rocznicy śmierci tego ponadczasowego artysty.

Milanowi pogorszyło się po występie na festiwalu w Budvie, który był jednocześnie jego ostatnim kontaktem z publicznością. Podczas wykonywania utworu „Anestezija” było widać, że ledwo stoi na nogach, ale nawet półprzytomnym spojrzeniem próbuje oszukać przeznaczenie. Już wtedy zaczynała powoli otaczać go aura śmierci. Zmarł dwa miesiące później. Pochowany jest w Belgradzie na Nowym cmentarzu (srb. Novo groblje), parcela 114, grób numer 523.

„Ja Tobie czytam ostatnie słowo. Ja – Tobie, a kto przeczyta mnie? Teraz odszedłeś, by gdzieś się narodzić. Dźwięk, siła i energia! Teraz słyszysz. Rozstanie i ponowne spotkanie. Wiele miłości na zawsze odeszło wraz z Tobą. To, że się dziś nie widzimy, nie oznacza, że nie jesteśmy razem. Są tu ludzie, którzy chcą Cię odprowadzić, Twoi ludzie. Chłopiec z wody w purpurowych otchłaniach prawdziwej muzyki. Niech będzie pięknie, niech będzie prawdziwie, niech usłyszą. Tylko jedna droga prowadzi do sprawiedliwości. Tak jak i wszystkie słowa były po Twojej stronie .. I wiatr, i ziemia, i oddech.. Niech to wystarczy, zachowajmy umiar. Do zobaczenia, wszyscy!”.

Tymi słowami z najbardziej charyzmatycznym muzykiem Bałkanów pożegnał się jego przyjaciel, lider grupy Partibrejkers, Zoran Kostić Cane, w obecności wielu przyjaciół, znajomych i wielbicieli tego ponadczasowego muzycznego rewolucjonisty.

Śmierć Milana zastała zespół Ekatarina Velika czasie, gdy jego członkowie byli w szczytowym momencie kreatywnego rozwoju. Po jego odejściu stało się jasne, że do choroby przyczyniła się mieszanina niezrównoważonych emocji, które artysta nosił w sobie. Stan ten wywołany został niemożliwością zamiany spokojnej ludzkiej egzystencji na funkcjonowanie w zamknięciu za murami zbudowanymi na nietolerancji, otaczającymi scenerię martwej ojczyzny, nad którą szalały wiatry, choć lodowate – palące wszystko co napotkały na drodze. Wszystkim zapadła w pamięć wypowiedź Milana - „Moim jedynym i największym marzeniem jest obudzić się i uświadomić sobie, że jest 1990 rok. Chciałbym powiedzieć wtedy – Uh, ale miałem zły sen.”

Milan był prawdziwym dzieckiem Jugosławii. Urodzony w Zagrzebiu, część dzieciństwa spędził w Sarajewie, a później przeprowadził się do Belgradu. Był członkiem grupy Limunovo drvo, niezapomnianego Šarlo Akrobaty, zespołu Katarina II, Ekatarina Velika; wreszcie najmniej znanego projektu Angel's Breath. Lubił czytywać dzieła Aleksandra Dumas i Karola Maya. Tworzył muzykę, której słuchało wiele osób, ale tak naprawdę w pełni rozumieli tylko niektórzy. Muzykę, która wpływała na całe pokolenie bardziej niż jakakolwiek szkoła czy religia. Jego renesansowy świat był dużo bardziej złożony od świata jego poprzedników. Główny ideolog zespołu Ekatarina Velika nie zważał na „muzyczny (nie)smak i potrzeby masowej publiki” lecz do końca pozostał wierrny swoim ideałom, co próbował objaśnić także w swoim ostatnim wywiadzie, którego udzielił czasopismu Večernje novosti, i w kórym powiedział: „My przemawiamy za pomocą prostego słownika rock'n'rolla i wysyłamy im wiadomości, które są bardzo proste, a dla naszej publiczności jednoznaczne. Istnieją też ludzie, którzy nie są w stanie ich zrozumieć i kiedy próbują zapoznać się z tym, co tworzymy, dochodzi do nieporozumień. Kto ma trochę rozumu w głowie, w przekazie naszych piosenek może odnaleźć życie, które wiedzie każdy z nas. Jestem dumny z publiczności, która potrafi to rozszyfrować, ponieważ jedynie kiedy wzajemnie się rozumiemy, możemy uczynić coś, aby nam wszystkim było lepiej”.

Lato spędzał w miejscowości Puharići, w regionie Makarska, skąd pochodziła jego matka Danica, a na tamtejszych plażach napisał najpiękniejsze utwory i teksty. Przyznawał, że mieli na niego wpływ muzycy - Dado Topić, Chuck Berry, Kraftwerk i Martin Luther King. Posiadał unikatową barwę głosu i niesamowity sposób interpretacji. Jednym słowem, był szczególnym artystą.

A potem przyszło zło i koniec złotego wieku. Na powierzchni ziemi ukazały się chwasty, które rosną do dziś. Wypierali go zupełnie różni od niego ludzie. Wszechobecny był niekończący się dylemat – przyłączyć się do prostej rzeczywistości czy sam na sam gdy tylko zgasną wieczorne światła powracać do zanikającej przeszłości. Milan wybierał to drugie, co najprawdopodobniej w ostateczności kosztowało go życie. I do dziś, dwadzieścia lat później, na grobie człowieka, który żył na granicy świata wyobraźni nadal stoją świeże kwiaty, co jest jasnym dowodem na to, że dzielący jego przekonania, ci„wybrani”, istnieja. W większości to tacy, którzy niosą za sobą ciężar amputowanego dzieciństwa i wspomnień, które je zniszczyły, a które są nadal wystarczająco żywe; ale też młodzi ludzie, niezatruci jeszcze wirusem codzienności. A może wszystkich ich łączy to, że się „rozumieją”, kryjąc się za maską ciężkiej zbroi próbując leczyć rany, które przed dwudzistu laty zadali im inni ludzie.

Na zimnej, białej, marmurowej płycie wyryte są słowa utworu „Ogledalo” - „Nie jesteś sam, nie jesteś sam, idę za twoim cieniem. Przenikam twoją twarz, powtarzam twoje s łowa. Uspokój się, pozbieraj się, bądź taki jak wcześniej, bądź taki, jakiego znam – bysty, silny, zdecydowany.

Po śmierci był lekceważony, nazywano go narkomanem ze skłonnościami samodestrukcyjnymi, lecz jego dzieła trwają niczym stuletni mahoń i coraz silniej przeczą dzisiejszym trendom. Po jego odejściu kręcono filmy, pojawiały się różne reinterpretacje, wydawano książki, których autorzy próbowali postać Milana i jego twórczość ocalić od zapomnienia; nie brakowało też takich, którzy starali się z tego wszystkiego czerpać korzyści tylko dla siebie.

Wiele osób do dziś śni o tym, że Milan Mladenović ze swoją Ekatariną jeszcze jeden jedyny raz stanie przed nimi i chociaż na chwilę palcami rozgoni mgłę, która otoczyła nas, „dzieci z przeklętego podwórza, urodzone w błocie”, tak jak to czynił kiedyś dawno, i że przypomni nam o piękniejszych czasach, kiedy pijani poeci cytowali teksty starych mistrzów.

Tłumaczenie z: Lupiga.Com