Nowy świat według Siddharty. Legenda słoweńskiego rocka dla jugofonika.pl

Autor: 
Małgorzata Cieślak
O odpowiedzialności za sławę, spełnianiu muzycznych życzeń polskich fanów i „Nowym świecie”, w którym nie istnieją granice, opowiada Tomaž O. Rous, klawiszowiec grupy Siddharta, jednej z największych gwiazd słoweńskiego rocka. Na przełomie lutego i marca zespół zagra cztery koncerty w Polsce – w Głogowie, Warszawie, Krakowie i Lublinie.

Jugofonika: Od wydania waszego ostatniego albumu minęło prawie dwa i pół roku. Kiedy możemy spodziewać się premiery kolejnego?

Tomaž O. Rous: Najprawdopodobniej w 2015 roku. Jesteśmy na etapie wybierania piosenek, a że starczyłoby ich na dwie całe płyty, możecie sobie wyobrazić jak ciężko będzie wybrać odpowiednie.

Wśród swoich muzycznych inspiracji wymieniacie zespoły takie jak Pearl Jam czy Metallica. A czego członkowie Siddharty słuchają obecnie na co dzień?

Wszystkiego. Obserwując współczesne trendy, które w większości czerpią inspiracje ze złotych czasów rocka, jednocześnie pozostajemy przy typowym brzmieniu Siddharty, które z albumu na album staramy się wzbogacać.

>>>Zobacz też: Siddharta zagra cztery koncerty w Polsce!<<<

Jugofonika to portal poświęcony muzyce krajów byłej Jugosławii, dlatego też musimy Cię zapytać: czy na brzmienie Siddharty mieli wpływ inni artyści z regionu?

W zasadzie trudno jest wskazać konkretnego. Ale osobiście najbliższa jest mi muzyka Urban & 4 (chorwacki zespół rockowy – przyp. red.).

Czy możecie zdradzić, jak bardzo setlista przygotowana na polską trasę 2014 będzie podobna do zeszłorocznej? A może nas czymś zaskoczycie?

Ostatnim razem w Polsce otrzymaliśmy sporo muzycznych życzeń i wiele z nich zamierzamy spełnić na nadchodzących koncertach.

Wracacie do Polski niemal równo po roku. Bardzo nam z tego powodu miło. W jakim stopniu ciepłe przyjęcie fanów sprawiło, że postanowiliście znów nas odwiedzić?

W stu procentach.

Od pewnego czasu na koncertach gracie nowy kawałek „Novi svet”. To wasza wizja Europy, świata czy może osobista opowieść o podnoszeniu się po upadku?

Keaziree (Novi svet) jest odzwierciedleniem ducha czasu. W Nowym świecie Europa nie istnieje. Nie istnieje też jakakolwiek inna, stworzona przez człowieka granica. Istnieje jedynie Planeta, która zna wyłącznie naturalne granice i prawa. Wszystkie pozostałe granice są sztuczne i mogą nam tylko zaszkodzić. Najwyższy czas byśmy zaczęli być tego świadomi.

Na koncie macie trzy albumy koncertowe, z czego dwa z orkiestrą symfoniczną. Jak wygląda praca nad takimi wydawnictwami?

Tak naprawdę tych nagrań nie zaliczamy do albumów. Ale to prawda, że na żywo, na stadionie Stožice, nagraliśmy płytę VI – nasz szósty regularny album. Koncertowanie i nagrywanie z orkiestrą to wyjątkowe doświadczenie, ponieważ od każdego z nas wymaga zmiany aranżacji i sposobu gry. Jednocześnie orkiestra dodaje naszej muzyce zupełnie nowe, czasem całkiem niewyobrażalne „rozmiary”. Poza tym koncert z orkiestrą to ogromna przyjemność.

Prawdopodobnie macie świadomość tego, że będąc na słoweńskiej scenie tak długo, staliście się kimś więcej niż tylko muzykami. Jesteście czymś w rodzaju sprawdzonej marki czy nawet stylem życia dla wielu swoich fanów. Czy kiedykolwiek poszukiwaliście takiej roli czy raczej próbujecie jej unikać?

Kiedy stajesz się rozpoznawalną osobą, towarzyszy temu ogromna odpowiedzialność. Na nasze szczęście, i jednocześnie na szczęście ludzi, którzy nas wspierają, byliśmy tego świadomi zanim jeszcze staliśmy się znani. Jesteśmy wdzięczni, że swoją misję możemy realizować poprzez dzielenie się muzyką, że jesteśmy na świecie po to, by czynić dobro, a przede wszystkim dawać.

Rozmowę przeprowadziły (w języku słoweńskim) Małgorzata Cieślak oraz Ewa Chodorowska